Olga Reszelska udzieliła wywiadu

“Chciałabym zdobyć Mount Everest” – marzy Olga Reszelska.

Olga Reszelska – ilustratorka Czarnego Maćka, została wywołana do tablicy. Na okoliczność naszej znakomitej współpracy i jeszcze znakomitszych rysunków, które zagościły w książce, pozwoliłem sobie przybliżyć jej osobę, bo trudno nie posłuchać kogoś, kto chciałby zdobyć najwyższą górę Świata.

Posłuchajcie…

Dariusz Rekosz: Tworzenie ilustracji to dla Pani przyjemność, czy ciężka praca, która jedynie pozwala zapłacić rachunki?
Olga Reszelska: Super przyjemność :) uwielbiam książki :)

DR: Skąd u Olgi Reszelskiej zamiłowanie do rysunku? Jak to się właściwie zaczęło?
OR: Ach, zwyczajnie! Skończyłam liceum plastyczne, a potem ASP. No i byłabym malarzem chyba – bo o tym marzyłam wtedy najbardziej – ale zdarzył się mąż i dwójka dzieci :) Małe dzieci wyrywają pędzle i maczają w farbie, a do komputera nie sięgają :) Pomyślałam sobie, że skoro muszę już dokonać takiego przewartościowania, to tylko praca z książkami da mi satysfakcję! A dlaczego przede wszystkim książki dla dzieci? Jakoś tak wyszło, przez te kryminały “serii z kotem”. Zakochałam się w nich :) Wychowywałam się na Bahdaju, Niziurskim, Nienackim, to pewnie też taki sentyment :)

DR: Czy projektując okładkę książki wystarczy Pani sam tytuł? Czy raczej koniecznie należy przeczytać całą jej treść? A może tylko wyrwany z kontekstu fragment?
OR: Ja wolę przeczytać całą książkę. Lubię wczuć się w klimat. To zupełnie co innego niż krótka notka i recenzja na temat danej książki. Poza tym bardzo lubię czytać więc ta praca to naprawdę super przyjemność :) Oczywiście niektóre książki mnie wciągają, a tekst niektórych dosłownie przesuwam na ekranie. Mam między innymi serię horrorów, lekko erotycznych. Wilkołaki pożerają się nawzajem podczas uprawiania seksu, uff. Ja się raczej boję horrorów, więc je tylko przeglądam. Ale też wolę dostać tekst, żeby choćby przeglądając wczuć się w klimat okładki. Czasem jest ciężko :)

DR: Ulubieni rysownicy i ilustratorzy…
OR: Och, jest ich sporo … Fiep Westendorp – w Polsce książki z jej ilustracjami wydaje Hokus-Pokus. Marc Boutavant, w Polsce Wytwórnia wydała jego “Muka w podróży dookoła świata”. Bardzo lubię B. Butenko, ale nie wszystko co robi mi się podoba. Lubię Mirosława Pokorę… A, tak, bardzo lubię Marka Raczkowskiego :) A, i jeszcze, bardzo podobają mi się ilustracje Marty Ignerskiej!

DR: Porozmawiajmy o warsztacie i uchylmy nieco rąbka tajemnicy. Czy wszystkie ilustracje powstają przy użyciu tej samej techniki? A jeżeli nie, to czy którąś z nich preferuje Pani najbardziej?
OR: Nie mam ulubionej techniki, ale mam ulubionych wydawców i to jest kryterium przyjemności pracy :) ale to tajemnica :)

DR: Poza rysowaniem i ilustrowaniem, Olga Reszelska zajmuje się…
OR: Pracuję codziennie od 9.00 do 18.00 z przerwami. Poza tym mam 2 małe, dość ruchliwe córeczki. Na szczęście mam bardzo fajne nianie na cały etat :) 4 miesiące w roku mieszkamy na wsi. Przez okno widzę przechadzające się sarenki. Czas zwalnia, jest więcej czasu na refleksje i przewartościowania. Mam tam Internet i nie zmieniam właściwie rytmu pracy (no, może trochę skracam godziny na czas wakacji). Poza tym lubię sport i niedawno odkryłam wspinanie się w górach!

DR: A czego najbardziej NIE LUBI Pani robić?
OR: Nie cierpię sprzątać!

DR: Ponieważ osoba zajmująca się rysunkiem jest – jak sądzę – szczególnie wyczulona na obrazy – zapytam o obrazy ruchome. Ulubiony film?
OR: o, przedwczoraj widziałam piękny film, który od dawna chciałam zobaczyć. To “Spotkania na krańcach świata” – najnowszy (choć sprzed 2 lat pewnie) film Wernera Herzoga. To niesamowita opowieść, właściwie dokument, paradokument, o Antarktydzie. Herzog rozmawia z ludźmi, którzy spotkali się tam, na marginesie mapy, pyta jak to się stało, że tam trafili. To luźna dygresja o kondycji planety i o jej pięknie. Świetny motyw z pingwinem szaleńcem – ale to trzeba obejrzeć! Poza tym bardzo lubię Woodego Allena, kiedyś uwielbiałam Bergmana. Tarantino też jest ok. :)

O kinie mogłabym mówić w nieskończoność… Ukochane filmy to np.: “Krzyk kamienia” Herzoga, “Big blue” Luca Bessona… itd. Ostanio także bardzo podobał mi się “Niezwykły przypadek Benjamina Buttona” Finchera.

DR: Marzenia na przyszłość. Lub chociaż jedno. Być tak znaną jak Matejko?
OR: Jak Matejko to nie :) Wolałabym nie być utożsamiana ze skostniałą, konserwatywną i zaangażowaną politycznie manierą. Hmm, przyłożyłam Matejce, pewnie na to nie zasłużył? :) sława zresztą podobno nie jest zdrowa. A marzenia to raczej wspaniałe podróże, wyzwania, może Mount Everest? W końcu to dach świata…

DR: Oczywiście – gdzie tam Matejce do Everestu :) Dziękuję za udzielenie wywiadu.

Napisz komentarz